wtorek, 29 listopad 2022
Dość oszczerstw

Odszkodowanie dla właściciela działki, na której mieści się Biedronka, czynsz dla Niepublicznej Szkoły Podstawowej w Kozietułach, „Sprawa dla reportera” i odwieczna dyskusja na argumenty z byłym starostą Markiem Ścisłowskim a dwukrotnie niedoszłym burmistrzem Mogielnicy. To tylko kilka tematów, o których rozmawialiśmy z burmistrzem Mogielnicy, Sławomirem Chmielewskim.

Nie da się ukryć, że od pewnego czasu głośnym tematem w Mogielnicy i nie tylko jest sprawa zapłaty odszkodowania właścicielowi działki, na której znajduje się dyskont Biedronka. Gmina Mogielnica  złożyła  skargę  kasacyjną  do  Sądu Najwyższego. Jaki Pana zdaniem będzie finał sprawy? Czy samorząd będzie musiał zapłacić odszkodowanie?
Na wstępie mam pytanie do czytelników. Czy można wybudować wielkopowierzchniowy sklep niezgodnie z miejscowym planem zagospodarowania przestrzennego, nieuzgodniony z konserwatorem zabytków oraz źle powiadomić strony postępowania? Tak się jednak zdarzyło, że obok kościoła powstał taki obiekt, mowa oczywiście o Biedronce. Od 2004 roku nasza gmina nie wydaje pozwoleń na budowę, a robi to Starostwo Powiatowe w Grójcu i to ono wydało pozwolenie na budowę niezgodnie z prawem. I takie są fakty. Zapis w planie zagospodarowania przestrzennego odwołujący się dokładnie do tego kwartału, na którym obecnie znajduje się wspomniany dyskont, mówi, że znajduje się on w sąsiedztwie cmentarza, a oznacza to, że nie można wydać pozwolenia na budowę, ponieważ w okolicy cmentarza istnieje strefa ochronna. Była to pomyłka pisarska, bo obok kościoła nie ma cmentarza. Rada uchwalała zmianę tej pomyłki pisarskiej, jednak wojewoda uchylił tę uchwałę. Jednocześnie jednak jest tam zapis, że teren wokół kościoła znajduje się w strefie ingerencji ochrony konserwatorskiej. Wynika z tego, że wszelkie prace budowlane powinny być uzgodnione z konserwatorem zabytków, a tak w tej sprawie nie było. Konserwator nie został wpisany jako strona postępowania przez starostwo w Grójcu, ani nawet jako organ uzgadniający  czy opiniujący projekt, a to już jest złamanie prawa, tak więc można uznawać, że  pozwolenie na budowę zostało wydane z naruszeniem prawa. Okazuje się, że przez kilka lat Starostwo Powiatowe w Grójcu nie chciało wydać pozwolenia na budowę - zapewne zdając sobie sprawę z tego, , że było to niemożliwe, ze względu na plan zagospodarowania (w międzyczasie właściciel działki kilkukrotnie występował do naszego urzędu o wypis z planu zagospodarowania bo, jak twierdził, nie otrzymywał takiego dokumentu, jaki chciał), a teraz o odszkodowanie właściciel działki występuje do naszego magistratu. Mowa o tej słynnej kwocie 1,5 mln złotych wraz z odsetkami. Warto dodać, że zanim właściciel zakupił opisywaną działkę wystąpił do Urzędu Gminy i Miasta o wpis z miejscowego planu i go otrzymał, a zatem powinien zdawać sobie sprawę, że już w tamtym czasie taki obiekt na tej działce nie powinien powstać. To nie my wydaliśmy pozwolenie na budowę z opóźnieniem, uczyniło to Starostwo i odpowiedzialny za to pracownik powinien ponieść konsekwencje.

Dlaczego właściciel działki otrzymywał wypisy z miejscowego planu zagospodarowania inne niżeli oczekiwał?
Otrzymywał on zawsze wypisy zgodne ze stanem faktycznym na dzień wydania. Mowa tutaj o tej wspomnianej pomyłce pisarskiej, której mimo chęci zmiany, bo rada podjęła taką uchwałę, nie mogliśmy zmienić. Właściciel działki sprawę zgłosił także do prokuratury, jednak ta umorzyła śledztwo nie dopatrując się błędów po stronie Urzędu Gminy i Miasta w Mogielnicy. Wszystko teraz skumulowało się na urzędzie i mojej osobie. Ponowne zawiadomienie w tej sprawie (za podobno wydawanie złych wypisów) złożył do prokuratury ówczesny starosta grójecki, Marek Ścisłowski. Ta ponownie umorzyła postępowanie, nie znajdując żadnych uchybień po stronie gminy, bo takie nie miały miejsca, co potwierdza dokumentacja sprawy jaka znajduje się w Urzędzie Gminy.

Sprawa o odszkodowanie trwa już osiem lat. Liczy Pan na kasację wyroku w Sądzie Najwyższym?
Gmina przegrała w pierwszej instancji, w którym to postępowaniu trzykrotnie zmieniał się sędzia, ale po raz pierwszy spotkałem się z sytuacją, że jako strona byłem atakowany podczas składania zeznań. Sposób procedowania tej sprawy pozostawiał wiele do życzenia. Co ciekawe występując w Sądzie Okręgowym w Radomiu po raz pierwszy spotkałem się z sytuacją, w której sędzia nie wie, że burmistrz nie wydaje pozwolenia na budowę jeśli dany teren ma plan miejscowy! Złożyliśmy apelację do Sądu Apelacyjnego w Lublinie, który podtrzymał wyrok sądu w Radomiu. Opinii mecenasa, który reprezentuje nas w sądzie, na temat zaprezentowanego uzasadnienia, publicznie nie przytoczę. W chwili obecnej złożyliśmy skargę kasacyjną do Sądu Najwyższego. W Sądzie Rejonowym sędzia ma do rozpatrzenia około 600 spraw rocznie, w okręgowym około 150 spraw. Proszę się zastanowić nad merytorycznym zagłębieniem się we wszystkie wątki sędziego, który rocznie ma kilkaset spraw.  W Sądzie Najwyższym sędzia ma do rozpatrzenia rocznie około 20 spraw i dlatego liczę, że wzorem sprawy o zatoczkę przy PSP nr 2 w Mogielnicy (w której Starostwo za czasów Marka Ścisłowskiego oskarżało mnie o to, że została ona wybudowana niezgodnie z prawem) i ta zakończy się korzystnym wykrokiem dla Gminy. Wtedy również przegraliśmy wszystkie etapy sprawy w sądach i urzędach niższych instancji, a wygraliśmy dopiero w Naczelnym Sądzie Administracyjnym. Dopiero tam sędzia miał czas, aby pochylić się dogłębnie nad problemem.

W jednym z programów telewizyjnych padło stwierdzenie, że szuka Pan pieniędzy na wypłatę odszkodowania, a jednym z rozwiązań ma być czynsz za obiekty od Niepublicznej Szkoły Podstawowej w Kozietułach.
Szkoła ta nie jest placówką publiczną i prowadząc działalność powinna liczyć się z możliwością, czy nawet koniecznością opłacania czynszu za nieswoją nieruchomość, z której korzysta. Takim przykładem jest niepubliczne przedszkole w Rożcach, które płaci czynsz gminie Belsk Duży. Zadaniem wójta czy burmistrza jest wykonywanie zadania własnego Gminy, jakim jest prowadzenie i utrzymywanie szkół publicznych. Przez wiele lat, bo od 2008 do 2021 roku nikt ze Stowarzyszenia Rozwoju Wsi Kozietuły i Okolic, które prowadzi szkołę w Kozietułach nie podziękował radzie gminy za nieodpłatne użyczanie budynków. W ostatnich latach dokładanie przez Państwo zadań gminom powoduje, że muszą one dokładać do oświaty ogromnie środki ze swojego budżetu. Mając rosnące zadania, bo dokładamy do oświaty ok. 8 mln złotych, czyli drugie tyle, co otrzymujemy, musimy podejmować trudne decyzje. Gdyby każdy rodzic uczniów z tej szkoły miesięcznie zapłacił 100 złotych, to spokojnie zebrałyby się pieniądze na czynsz. Pamiętajmy, że jest to szkoła społeczna, a w takich rodzice dopłacają do dzieci. Wystarczy porównać ceny pobytu dzieci w prywatnych przedszkolach w Grójcu, nie wspomnę już o Warszawie. Wieloletnia analiza wykazuje, że od 30% do 40%  dzieci uczęszczających do tej placówki pochodzi nie z naszej gminy. Oczywiście dostajemy zwrot dotacji za dzieci przedszkolne z innych gmin, jednak nie zmienia to faktu, że i tak musimy za pozostałe dzieci pokryć różnicę pomiędzy subwencją otrzymywaną od Państwa na dziecko w przedszkolu, a kwotą, którą musimy przekazać (do czego obligują nas przepisy). Zostałem zaatakowany, że uniemożliwiam edukacji dzieciom niepełnosprawnym. Przypomnę tylko, że każde z tych dzieci ma miejsce w szkole publicznej, to od rodziców zależy gdzie jego dziecko będzie się uczyć. To mnie nakłoniło do pewnego kroku, mianowicie kontroli w NSP w Kozietułach na temat wykorzystania dotacji na dzieci niepełnosprawne za okres ostatnich dwóch lat. Napisałem do kuratorium, aby sprawdziło kompetencje nauczycieli w tej szkole i niestety kontrola ujawniła nieprawidłowości. Jeżeli sposób organizacji zajęć jest niezgodny z ustawą, to dotacja podlega zwrotowi. Będzie to kilkadziesiąt tysięcy do zwrotu, za niezgodne z prawem wykorzystanie dotacji. Mamy sytuację, gdzie podpuszczeni rodzice chcą powiesić burmistrza na szubienicy, obrażają radnych, co nie powinno mieć miejsca i dlatego zgłosiłem sprawę do prokuratury. Postępowanie jest w toku. Nakręcanie agresji w tej sprawie poprzez zapraszanie kolejnych mediów i polityków nie jest rozwiązaniem, a forma negocjacji warunków naliczenia czynszu ze strony Stowarzyszenia była, delikatnie nazywając, niegodziwa.

Czy doszło do podpisania umowy  ze  stowarzyszeniem prowadzącym szkołę i przedszkole w Kozietułach?
Umowa nie została podpisania przez przedstawicieli stowarzyszenia, na konto nie wpływają też środki za czynsz. Nie ma tych wpłat, w związku z tym szkoła otrzymuje noty obciążające, obecnie już na kwotę w sumie 42 tysięcy złotych. Mając na uwadze wielkość budynku i powierzchnię całej nieruchomości, miesięczny czynsz nie jest wygórowany. Do tego dochodzi nielegalne zajmowanie budynku. Ja już w lutym tego roku uprzedzałem prezes stowarzyszenia, że planujemy wprowadzić czynsz, a problem sygnalizowałem już dwa lata temu. Prosiłem także o szczegółowe koszty funkcjonowania placówki, aby skalkulować wydatki i czy szkołę stać na czynsz. Radni zmieniali kwotę czynszu, z pierwotnej wyjściowej tj. ok. 25 tys. do 18 tys., a następnie 14 tys. Stowarzyszenie na to odpowiadało, nie przedstawiając żadnych konkretnych argumentów/propozycji i mówiąc „nas nie stać”. Niestety do dnia dzisiejszego nie otrzymałem żadnych wyliczeń. Sprawozdania, które otrzymuje gmina od stowarzyszenia są ogólne i nie dawały podstaw do rzetelnej dyskusji. Czy szkołę stać na opłacenie czynszu?  Jest wiele możliwości oszczędności w szkole przykładem może być zrezygnowanie z dyrektora przedszkola, który de facto bywa tam rzadko i podjęcie decyzji o włączeniu przedszkola do szkoły. Jako oddział przedszkolny będą otrzymywać z gminy wyższą o 100 zł na dziecko subwencję. Próbuje się też mówić, że wykorzystuję tę szkołę politycznie. Zawsze byłem i zawsze będę burmistrzem bezpartyjnym, i każdy rząd zrobił rzeczy dobre, ale również wiele złego dla samorządowców. Ale to nie ja przywożę do tej szkoły polityków i pytam, czy dzięki temu zwiększyła się subwencja na szkołę? Oprócz obietnic, ani gmina ani szkoła nie dostała na jej utrzymanie nic, a wręcz przeciwnie subwencja oświatowa na rok 2022 uległa pomniejszeniu.

Mówi się, że całe swoje zaangażowanie skupia Pan na Publicznej Szkole Podstawowej nr 2 w Mogielnicy, gdzie dyrektorem jest Pana zięć.
Nie ukrywam, że mój zięć kieruje tą szkołą. Wszyscy pamiętają niezwykłe jak na miasto tej wielkości mecze piłki siatkowej w Mogielnicy. Wszyscy pamiętają, że to dzięki Pawłowi Pajewskiemu Mogielnica szczyciła się rozgrywkami w tej dyscyplinie w III lidze. Miał osiągnięcia na rzecz tej społeczności, jest lubiany przez rodziców i uczniów. Po rezygnacji dotychczasowego dyrektora PSP nr 2, mieliśmy obowiązek rozpisać konkurs, do którego stanął jedynie mój zięć i został wybrany. Myślę, że to tyle w tym temacie i nie należy doszukiwać się tutaj drugiego dnia. Ocenia się działalność człowieka po czynach, a nie po nazwisku.

Czemu odmówił Pan udziału w nagraniu w studio programu „Sprawa dla reportera”?
Na z góry nastawioną narrację tego spotkania nie chciałem się zgodzić. Wiele osób zna ten program, i wielu chce oglądać ludzi jak się kłócą. Czy miałem uczestniczyć w takim z góry zaplanowanym spektaklu? Co miałem do powiedzenia, powiedziałem w telewizji regionalnej MazowieckaTV, zapraszam do obejrzenia i porównania pełnych treści moich wywiadów. Program ten, można rzecz „kultowy” ewaluował w złym kierunku, efektem jest, że powstało stowarzyszenie osób pokrzywdzonych przez program „Sprawa dla reportera”. Przykład macie Państwo z ostatniego tygodnia. Poziom tego programu upadł. Problem szkoły w Kozietułach to problem ogólnopolski, bo chodzi o zbyt niską subwencję i rosnące koszty utrzymania oświaty dla samorządów, a nie sztucznie kreowane tematy, ale na ten temat p. Jaworowicz nie chciała rozmawiać. Poza tym to już był trzeci program ws. Kozietuł w Telewizji Polskiej. Można porównać mój udział w programie montowanym takim jak „Alarm” i mój wywiad na żywo w TVP3 – różnica jest ogromna. Poza tym uważam, że programy telewizyjne to nie miejsce na rozmowy, jeśli chcemy uzyskać porozumienie.
Są inne ciekawe tematy na programy interwencyjne. Czy można wybudować drogę publiczną  bezprawnie? Okazuje się, że można. Mowa o Katarzynowie w gminie Błędów, gdzie na działce gminnej wybudowano drogę o długości 1 kilometra, i nikt się do tego czynu nie przyznaje. Opieram swoje stwierdzenie na podstawie dokumentów. Co ciekawie wykonano to bez pozwolenia na budowę. Czemu o tym mówię? Bo wybudowano ją w tym samym czasie, kiedy Starostwo Powiatowe w Grójcu na czele z ówczesnym starostą Markiem Ścisłowskim realizowało dużą inwestycję - przebudowę drogi powiatowej Błędów – Huta Błędowska, niedalekiej od wspomnianej drogi gminnej w Katarzynowie.

Jaki to ma związek?
Dokumenty wskazują, że starosta Marek Ścisłowski podpisał protokół konieczności o wykonanie pogłębienia i odmulenia rowów w drodze Błędów – Huta Błędowska. Zadanie to jednak zostało uwzględnione już w przetargu na przebudowę tej trasy. Potwierdza to  protokół obmiaru rowów wykonany przez Starostwo w Grójcu z 2020 roku. Okazuje się, że na tej drodze jest 7 km rowów zgodnie z obmiarem, ale zgodnie z protokołem konieczności podpisanym przez ówczesnego Starostę Marka Ścisłowskiego zrobiło się ich 16 km! Gdzie zatem znajdują się pogłębione rowy? Po prostu tam ich nie ma, droga ta posiada 7 km rowów a nie 16. Niestety za te „wirtualne rowy” Starostwo zapłaciło wykonawcy. Jeżeli przeliczymy koszty wskazane w protokole konieczności, to spokojnie poniesione w tym zakresie wydatki mogłyby wystarczyć na wyasfaltowanie wspomnianej drogi w Katarzynowie.

W jakim celu starostwo miałoby wykonywać drogę na terenie gminy i bez jej wiedzy?
Interes w tej sprawie mogłyby mieć tylko te osoby, które od dłuższego czasu stawiają mi zarzuty nie poparte żadnymi faktami, a podpisały się pod dokumentami i uczestniczyły w tej sprawie. Warto sobie przypomnieć kto był ówczesnym członkiem Zarządu Powiatu Grójeckiego i radnym z tego terenu. Starostą był oczywiście p. Marek Ścisłowski. Mógłbym wymieniać dalej.
Jak kreatywnym menedżerem był p. Marek Ścisłowski, podam kolejny przykład jego wspaniałych umiejętności. Pan starosta Marek Ścisłowski w 2015 roku podpisał umowę z firmą na odzyskanie VAT-u od inwestycji powiatowych. Firma przystąpiła do swoich czynności, ale Pan starosta na dzień przed wypłatą kwoty odzyskanego VAT-u złożył korektę deklaracji vatowskiej, która uniemożliwiła odzyskanie podatku. Jednak firma wykonała swoje zadanie i w związku z tym wystąpiła o odszkodowanie. Konsekwencją była wypłata 300 tysięcy złotych na rzecz tej firmy z budżetu powiatu grójeckiego. Mamy tutaj namacalny poparty dokumentami i faktami przykład specyficznej  gospodarności. Kolejnym jest protokół pokontrolny Najwyższej Izby Kontroli, z którego wynika, że ówczesny starosta Marek Ścisłowski udzielił jednej z firm zamówienia publicznego na kwotę 254 000 złotych przy budowie Centrum Edukacyjno-Muzealnego przy Muzeum im. Kazimierza Pułaskiego w Warce z pominięciem przepisów ustawy Prawo zamówień publicznych. Jednocześnie nie miał też zabezpieczonych środków w budżecie na jego sfinansowanie! Starosta nie ogłosił przetargu, a umowy z firmą nie parafował mecenas starostwa. To jest sprawa do prokuratury, dokumentami w sprawie może być wspomniany protokół Najwyższej Izby Kontroli.

Wpisy Pana Marka Ścisłowskiego wywołały też lawinę komentarzy.
Tak, autorem jednego z wpisów jest Pan Wojciech Wojtczak, ówczesny członek zarządu powiatu grójeckiego. Pisze on, że nie otrzymał zapłaty za obsługę geodezyjną sali gimnastycznej przy liceum w Mogielnicy w kwocie 14 000 złotych. Apeluję do Pana Wojtczaka, aby pokazał ten rachunek, to za niego zapłacimy. Jeśli nie wycofa się z tego, co napisał w komentarzu, to rozważę złożenie zawiadomienia o naruszenie dóbr osobistych. Gmina Mogielnica zapłaciła wykonawcy za wszystkie usługi i zlecenia. Jeśli generalny wykonawca komuś nie zapłacił, to nie jest wina gminy. Przez lata zebrało się wiele spraw związanych z osobą ówczesnego starosty Marka Ścisłowskiego, jednak ze względu na koligacje rodzinne wstrzymywałem się długo z decyzją o założeniu mu sprawy. Apeluję jednak do niego, żeby się opanował, bo przytoczyłem tutaj tylko kilka tematów, które dotyczą osoby pana Marka, a jest ich o wiele więcej i nie są to pomówienia, ale fakty oparte o dokumenty i prawomocne wyroki sadowe.

Czego chciałby Pan życzyć mieszkańcom gminy Mogielnica na nadchodzący nowy 2022 rok?
Przede wszystkim zdrowia i spokoju. Zdaję sobie sprawę z niewydolności służby zdrowia, z jej niedofinansowania, przerażającej liczby zgonów dziennie dochodzących do 600 osób.  Jest to przerażające. Jak wskazuje ostatni spis powszechny liczba mieszkańców w Polsce, zmniejszyła się o 1 mln, nie jesteśmy już narodem 38 mln. Warto w tym okresie przedświątecznym zastanowić się czy rzeczywiście poza snuciem teorii spiskowych, szczuciem ludzi nawzajem nie mamy innych ważnych wyzwań. Mam nadzieję, że rok 2022 przyniesie nam spokój i wiarę w lepsze jutro, ale nie takie powtarzane jako slogan, ale rzeczywiste i namacalne LEPSZE JUTRO.

Dość oszczerstw
Średnia ocena 2.8, najwyższa ocena 5 z 18 głos/ów